Historia Taciszowa

KRONIKA TACISZOWA – O. Alfred Karch 8. lutego 1991

Taciszów, 8. lutego 1991

PREHISTORIA

Chcąc rozpocząć opis historii Taciszowa, trzeba by się przenieść do czasów prehistorycznych, tysiące lat wstecz.
Mówić nam będą o tej okolicy i ich mieszkańcach wykopaliska, może nie archeologów, lecz przypadkowe odkrycia.
Na miejscu dzisiejszego jeziora, hen ku Bycinie, Pyskowicom i Łabędom teren ten pokrywały pięknie, bujnie rosnące wysokie trawy, paprocie, przeplatane wysepkami pięknie kwitnących krzaków. Były to łąki o zielonej i soczystej trawie, pełne różnorodnych kwiatów. Ta potężna łąka, kołyszących się traw, zapylanych przez armie brzęczących pszczół, służyła jako pastwisko dla zwierzyny, jak mamutów, jeleni, łosi, żubrów jak i jako miejsce zakładających tam swe gniazda tysiące różnego ptactwa i gadów.

W kierunku obecnych Pyskowic, Łabęd, Gliwice, Koźla i Opola potężne puszcze, nieprzebyte knieje z ogromnymi, wysokimi drzewami liściastymi ochraniały łąkę, :pastwisko, tworząc oazę spokoju, wypoczynku jak i miejsce walki o byt.


Od strony Pyskowic, Łabęd, poprzez lasy, knieje przepływała rzeka o łagodnym korycie i dnie piaszczystym. Przechodząc przez łąkę, skręcała swe koryto w kierunku Ujazdu kierunku obecnej Kadawy, by znów zanurzyć się w ponury, czeka jacy na jej ożywcze wody las, pełen życia, przeróżnych pomróków czy Śpiewu przeróżnych ptaków. Rzeka ta, pełna różnorakich ryb, u brzegu puszczy od strony Pyskowic – Łabęd, przez wichury zawalona była poprzewracanymi drzewami, kłodami, tamującymi normalny bieg wody. To samo było i przy brzegu lasu od strony obecnej Kadawy, Koryto rzeki rozszerzało się na łące tworząc wodopój dla zwierzyny i ptactwa. Tą piękną, żyzną, potężną polanę wybrali sobie pierwotni mieszkańcy naszej okolicy jako miejsce trwałego zamieszkania. Bogata roślinność, mnóstwo różnej zwierzyny, ptactwa, ryb i otaczająca ich Tacisza tworzyła idelane miejsce dla osiedlenia się. Pierwsza osada było położona nad brzegiem rzeki, dzisiaj w lesie za domami rodzin Helmrich, Borszcz ku Rzeczycy. Ich zajęciem było polowanie na zwierzynę, ptactwo i smaczne ryby. Zadanie kobiet polegało zaś na zbieraniu runa leśnego, owoców, dziko rosnących jagód, roślin jadalnych i grzybów. Dzikie pszczoły, mające w dziuplach swe roje, wzbogacały ich stół słodkim miodem. Tą rzeką, której bieg wody hamowały kłody tworząc gdzie niegdzie bagna i trzęsawiska nazwano Kłodnicą. Druga, trochę węższa rzeka miała swe koryto od strony dzisiejszego Kleszczowa i Gliwice. Przechodziła obok Kleszczowa i głębokim parowem przepływała w okolicy dzisiejszego dworca w Taciszowie, gdy się idzie do dworca za mostem pod autostradą. Rzeka ta kończyła swój bieg wpadając do rzeki Kłodnicy koło Kadawy. Czy to opowiadanie o prehistorii Taciszowa i jego przodkach z epoki kamiennej jest tylko bajeczką lub przypuszczeniem? Ta cisza jasnych, kwiecistych łąk i tajemniczych lasów to kolebka naszych pra-pra -praojców. Nastała epoka przetopu rud, Nastała epoka wydobywania czarnego diamentu, węgla kamiennego. Kopalnie potrzebowały piasku. Pola i łąki pomiędzy Pyskowicami a Taciszowem przemieniono w potężną kopalnię piasku. I oto — podczas eksploatacji piasku potężnymi koparkami, pracujących do ponad 30 metrów głębokości, wydobywano na światło dzienne różne kości prehistorycznych zwierząt. Piszący tę „Historię”, wołany przez pracowników znajdował różne kości. Z mamuta kły bardzo dobrze utrzymane, szczęki dolne z zębami, pokryte szkliwem, większe i mniejsze, wielkie łopatki, żebra, kręgi kręgosłupa, jabłka kości kolanowych i inne jak i rogi jelenia. Znaleziono dosyć dużą czaszkę jakiegoś nieznanego zwierzęcia tamtej epoki. Z Warszawy przyjechała jako ekspert, pewna pani, by tę czaszkę zbadać. Podczas dalszego kopania odkryto wiele potężnych skamieniałych pni drzew. Nikt się tym nie zainteresował i zostały zniszczone. Aby udowodnić co wyżej wypowiedziano o mieszkających tu ludach pierwotnych epoki kamiennej, podaję poniższy fakt. Po drugiej wojnie, wojsko Garnizonu Gliwickiego przywoziło wiele niewypałów i na fachach po lewej stronie drogi do Rzeczycy, zaraz za lasem, obecnie na tych piachach wyrósł: nowy las, niszczyli niewypały, które wyrywały głębokie leje w piachu. Wśród wyrzuconego piachu znalazłem młotki epoki kamiennej. Ekipa fachowców Muzeum Gliwickiego, a ja z nimi, chodziła po graniczących polach, by szukać kamienie – krzemienie, służące jako narzędzia, jako noże. Muzeum w Taciszowie świadczyło o tych wykopaliskach. Nasi pradziadkowie tamtej epoki i otaczająca ich T a c i s z a, to nasi przodkowie. Kiedy poranne słońce budziło ich ze snu, wstawali, Tworząc koło z podniesionymi rękami i głową wzniesioną ku niebu, pozbawiali Wielkiego Ducha, który dał im te piękne lasy, łąki soczyste, zwierzynę, ptactwo i ryby. który piorunami wstrząsał ziemię i poił ją żyznym deszczem. Mężczyźni udawali się gremialnie, grupami na łowy. Na miejscu upatrzonym, drogę ulubioną przez mamuty, wykopywali głęboki dół, przykrywali go różnymi zielonymi gałęziami, maskując tworzyli pułapkę. Tak złapanego mamuta zabijali, rzucając wielkimi kamieniami, głazami, lżejsze łowy na jelenie, ptactwo urządzali przy pomocy strzał i siatek, skręcanych z lian i traw. Czysta woda kłodnicy karmiła ich smacznymi pstrągami, karpiami i szczupakami. Starsi mężczyźni a przy nich przypatrująca się gromada dzieci, żmudną pracą przez wiercenie dziur w twardych kamieniach, wytwarzali siekiery, młoty i inne narzędzia z drzewa, wikliny. Później, gdy znaleźli w ich wędrówkach pokłady gliny, i znali ogień, wypalali pierwsze garnki i różne naczynia gliniane. Z powyższych wywodów wywnioskowaliśmy, skąd wzięła się nazwa wioski Taciszów i rzeki Kłodnicy. Jeszcze dzisiaj znajdujemy koryta tej rzeki, kiedy od wału, po lewej stronie, idziemy w stronę obecnego kanału Gliwickiego.

CZASY ŚREDNIOWIECZA

Dawniej była to piękna, gdzieniegdzie szeroka rzeka, a obecnie potok pomiędzy dworcem a mostem autostrady, pod którym prowadzi droga do Taciszowa. Rzeka w głębokim wąwozie o stromych brzegach. Nie było jeszcze żelaznej kolei, tylko ciężkie wozy o zaprzęgu konnym i pocztyliony na hyżych koniach. W tym okresie nad bitą szosą nieopodal nad rzeką stały domki, pochylone aż do ziemi, pokryte strzechą – chaty.

a.gif

Jeden z najstarszych domów 1951 roku rodziny Szołtysik.Dzisiaj na tym samym miejscu nowy dom rodziny Szyc.

Małe okna chroniły je od mroźnych zimowych dni. Niedaleko od rzeki prowadził szlak, droga bita, którą można było dostać się nawet w odległe.kraje.Tą drogą maszerowały zbrojne oddziały różnych wojsk. Znamy maszerującą tym szlakiem Armię Szwedzką. Nad tą rzeką były obszerne połacie łąk, dobre miejsce do biwakowania. Również karawany kupców, pielgrzymów przynoszących nowości z odległych krajów a chętnie przyjmowanych przez ludność Taciszowa. Ale i wiele „Błędnych Rycerzy”, różnych opryszków czy maruderów przemierzało główną szosą. Owi to, bardzo niepokoili tam mieszkających, spokojnych taciszowian. Aby uchronić się przed nimi, mieszkańcy nadrzecznej osady przenieśli się nieco dalej, na polanę za lasem, najbliżej rzeki kłodnicy, zakładając podwaliny większej osady – Taciszowa okresu średniowiecznego. Nie było ich wielu. Były to chaty, które można było jeszcze oglądać dwieście lat temu, o których opowiadali nam najstarsi taciszo-wianie, właściciele chat np.: Sonnek, kucharczyk, Tkocz i inni.

NOWE CZASY

Trzeba by mieć wiele czasu, umiejętności specjalistycznych, by móc dociekać historii początków tak małej osady jak Taciszów. W historii siedziby biskupiej – Ujeździe, można by było znaleźć zapiski, gdyby istniały dawniejsze księgi o tak małej osadzie. Nie ma żadnych danych historycznych, aby coś pewnego powiedzieć o Taciszowie.

Rozmawiając z dawnym sołtysem Taciszowa, Pawłem Nowarą, otrzymałem do wglądu książkę w języku niemieckim, której tytułu już nie pamiętam, w której podano pierwsze wzmianki o Taciszowie z roku 1305. Jako pewniejsze źródło niektórych wiadomości o Taciszowie jest broszurka, wydana przez proboszcza z Rudna ks.dziekana Michaletz z roku 1937. W tej kronice podano następujące dane w tłumaczeniu polskim: „Taciszów nie można uważać jako gminę albowiem nie posiada żadnych gospodarzy. W roku 1783 wioska posiadała folwark, dwóch dymarków, 17 zagrodników i 60 mieszkańców. W roku 1845 wioska liczyła już 414, a dzisiaj około 750 miesz-kańców. Jako jednostka kościelna wioska ta należała zawsze do parafii Rudno. Przez zakup posiadłości cegielni przez Freizeit-heim Taciszów, przebudowano stodołę na tymczasowa,, kaplicę a później ze znaczną dotacją j.Em.Adolfa Kard.Dr Bertrama z Wrocławia przebudowano na godny Kościół. Obie wioski Taciszów i Kleszczów należący do parafii Łabędy, zostały wpierw złączone w lokalię Taciszów. Odtąd ma tam powstać samodzielna Kuracja. Nabożeństwa sprawowali wikary powiatowy Jonderko, później wikary powiatory Kurtz, a od 19 marca 1934 kurator Jerzy Jonietz, który stale mieszkał w Preizeitheim’ie i pilnie rozbudował i czuwał nad tamtejszym duszpasterstwem”.

STARY KANAŁ

Tak więc spokojny Taciszów 18 wieku ożywił się, kiedy rozpoczęto budowę koryta pod kanał. Oto otwierają się dla mieszkańców Taciszowa drzwi na świat, dotąd dla nich nieosiągalny.
Otwiera się nowa era do lepszego jutra, zdobycia zawodu i lepszej pracy. Budowę kanału rozpoczęto 1788 roku. Budowę tę prowadził inżynier Promnitz. Długość kanału wynosiła 55 km. Prace budowlane zakończono w 1803 roku a oddano do użytku w 1813, kiedy Napoleon wyruszył na podbój Rosji Carskiej. Koryto kanału przechodziło o pięć metrów od obecnego skrzydła klasztoru a domem rodziny Lipp.

Do budowy tego kanału potrzeba była ogromna ilość taczek drewnianych. Ich produkcją zajął się prosty rzemieślnik, niejaki Lincke. Zarobił na nich fortunę. Jego firma budowała w następstwie wagony kolejowe. Dzisiejsza PAFAWAG- we Wrocławiu pracuje w warsztatach owego Lincke.

W latach 1930 – 1939 zasypano stary kanał a rozpoczęto budowę nowego kanału. Obecnie Kanał Gliwicki. Podziwiać można jeszcze resztki kanału starego poniżej domów: Tomiczny- Langer – Sonnek, a z drugiej strony obecnej Odlewni Dzwonów Felczyńskich jest brudne bajoro ścieków z wioski. Siłą roboczą były Hufce Pracy /Arbeitsdienst/. Kanał został oddany do użytku 9.XII.1939 roku. Otrzymał nazwę Adolf Hitler kanał. Mówiąc o starym kanale można sobie dobrze przedstawić transport na nim. Siłą-; transportową były silne ręce pracowników i pracownic jak i siła koni. Z cegielni mieszczącej się blisko klasztoru nad obecnym jeziorem, ładowano cegły na barki i codzie najpierw z prądem wody ciągnione przez ludzi a pod prąd barki ciągnęły konie. I tak przewożono tysiące cegieł w kierunku Odry. Z taciszowskiej cegły powstały gmachy i różne inne budowle w koźlu, Opolu a nawet we Wrocławiu.

HUTA

Naprzeciw klasztoru od strony Byciny, obok obecnej dzwonnicy stała huta, tak zwany „Werk”. Położona była nad odnogą rzeki Kłodnicy z której woda odpływała przechodząc pod mostem, który jeszcze dzisiaj istnieje przed wjazdem do Odlewni Dzwonów, by znów złączyć się z Kłodnicą. W tej Hucie stała walcownia żelaza i blachy. Huta, jak wszystkie inne w ówczesnych czasach huty, miała napęd wodny. Podczas sadzenia drzew i krzewów naprzeciw dzwonnicy można napotkać w ziemi wiele kamieni, resztek odlewów rudy żelaznej.

2.jpg

Budowa Śluzy nowego kanału.

3.jpg

Pracownicy Cegielni, których zadaniem było
ciągnienie barki z pradem wody.

W późniejszych latach, kiedy zlikwidowano hutę, pracowała na tym miejscu „piła” czyli tartak.

K A D A W A

Na miejscu obecnej Kadawy stała dawniej huta. Zbudowano ją nad rzeką Kłodnicą, która niegdyś w odległych stuleciach miała tam swe koryto. W tej hucie przetapiano rudę żelazną. Nie tylko przetapiano, lecz w kuźniach huty obrabiano topione żelazo. Znany etnolog p.mgr X.Stefan Łysik, specjalista historii hutnictwa i kopalnictwa Górnego śląska opowiadał mi, że w tej hucie taciszowskiej kowale kuli miecze i broń dla powstańców walczących w Powstaniu listopadowym i Styczniowym. Jeszcze dzisiaj można tam znaleźć wielkie, ciężkie, nieudane wytopy, które z braku dźwigów nie można było transportować, czy nawet pociąć na mniejsze kawałki. Opowiadają jeszcze najstarsi mieszkańcy, że na miejscu dawniejszej huty żelaza, za obecną kadawą pracowała jakiś czas fabryka papieru celulozy.

KADAWA – pochodzi od łacińskiego „Kadaver – trup, zwłoki, ścierwo.

CEGIELNIA

Nad starym nieistniejącym a zasypanym Kanałem kłodnickim, aby lepiej oznaczyć – pomiędzy obecnym jeziorem a boiskiem, stała cegielnia. Właścicielem jej była rodzina Pordzik. Cegielnia posiadała własne łodzie i barki do transportu cegły i innych wyrobów ceglanych. Barkami i łodziami transportowano cegłę do Koźla, Opola i Wrocławia i do wielu innych miast i wiosek. Cegielnia posiadała dwa kominy. Dnia 4 lipca 1928 roku „tornado” – jak podawała gazeta – przewrócił swą siłą większy komin, który później odbudowano. Wywracający się podczas burzy komin zabił pracownika Cegielni. Komin ten został w 1955 roku wysadzony w powietrze przez oddział saperów.

4.jpg

Pracownice leśne lasów hr. Ballestrema

Pocztówka Muskietera Pawła Pordzik walczącego na froncie francuskim pod Montlison Alliers, Wysłana z Tatischau dnia 17.5.1917 r. przez jego rodziców-.

Taciszów 1917 roku
1. Leśniczówka (obecnie zamieszkała przez rodzinę Kiełbasa.
2. Gospoda „Waidmannsruh” i sklep kolonialny rodziny Blasczyk.
3. Szkoła
4. Dom właściciela cegielni rodziny Pordzik.
Obecnie Plebania i Klasztor 00. Kamilianów.

5.jpg

Spółdzielnia jako budulec.
Obecnie na miejscu cegielni jest malutki stawek w którym obok mieszkający hodują rybki i odpoczywają po mozolnym dniu pracy

KOLEJ ŻELAZNA

Rokiem przełomowym dla Taciszowa był rok 1841. Rozpoczęto na wymierzonym trakcie karczowanie lasu. Zarządzeniem cesarskim postanowiono zbudować kolej żelazną, której trasa miała przebiegać dwa km od wioski Taciszów. Taciszów miał mieć swój dworzec stacji kolejowej. Trasa nowej kolei żelaznej prowadziła z Wrocławia do Oświęcimia. Wielu mieszkańców Taciszowa pracowało przy przygotowaniu torów. Zawód kolejarzy był bardzo ceniony. Kiedy podano datę przejazdu pierwszego pociągu, mieszkańcy Taciszowa, kto żyw, wyruszyli by popatrzeć na tę „maszynę piekła rodem”. Patrzyli, podziwiali, ale z przyzwoitej odległości.

DROGI

Mieszkańcy Taciszowa, chcąc udać się na miejsce pracy, czy to do Łabęd, Gliwic, albo do swej parafii Łabędy lub Rudna, nie mając innych możliwości szli znanymi im ścieżkami przez las i drogami polnymi. Przychodzili zawsze na czas. Wiemy, że obok Taciszowa prowadził główny, stary trakt do Ujazdu. Przechodząc przez tory stacji Taciszów ku kleszczowowi, zauważamy w lesie, po lewej stronie krzyż, pod którym dodnia dzisiejszego znajdujemy składane tam kwiaty przez mieszkańców kleszczowa.

Według relacji mieszkańców i ze starych map, tamtędy prowadziła bita droga w kierunku Częstochowy i Ujazdu. Drogę tę zwano: „Herrenstrasse” – droga pańska, lub królewska. Pod krzyżem w lesie mają spoczywać żełnierze wojska szwedzkiego, podążającego pod Częstochowę i wracającego po klęsce do Szwecji.

W roku 1903 rozpoczęto budowę szosy, przez las do Pławniowic i z Kleszczowa do Taciszowa. Zaś w roku 1905 budowano drogę do Byciny.
Tak zwaną autostradę Gliwice – Łany oddano do użytku 15.12,1938 roku. Rok przed wybuchem II wojny światowej.

POMNIK POLEGŁYCH W I WOJNIE ŚWIATOWEJ

Na skrzyżowaniu ulic Gliwice — Pławniowice – Bycina i ku ulicy Dworcowej, stał pomnik ku czci poległych Taciszowian, Sportowców, podczas I wojny światowej 1915 – 1919.
Płyta betonowa na środku skrzyżowania, jako resztki fundamentu jest niemym świadkiem zniszczenia pamięci o synach -mężach z Taciszowa.
Był to blok kamienny o wysokości 4,5 metra, na nim napis w tłumaczeniu z języka niemieckiego:
„Pomnik poległych, ufundowany przez Związek Sportowy Jazdy na Lodzie /Spiel und Eislaufverein/ o nazwie „Frischauf: czyli „Żwawo naprzód” z Taciszowa.
Nazwiska poległych:
1. Sonnek P.
2. Greilich P.
3. Sonnek P.
4. Uschok P.
5. Webs J.
6. Konopka W.
7. Pozór P.
8. Lassota A.
9. Stach P. 10, Sonnek J.
Pomnik ten, niby wysepka w otoczeniu pięknych drzew, przed nim wysoki krzyż drewniany. Jednego dnia krzyż spróchniały, wywrócił się. Nim parafianie zdołali postawić nowy krzyż, inni pośpieszyli się – pomnik wybudowany przez mieszkańców dla poległych mieszkańców Taciszowa, na oczach wszystkich za sołectwa Pawła Nowary, doszczętnie rozebrali i zniszczyli. Resztki gdzieś wywieziono, wrzucono do jeziora. Są parafianie którzy wiedzą, gdzie ów pomnik może leżeć.

7.jpg

Pomnik ku czci poległych sportowców

17.jpg

Klub Sportowy Jazdy Na Lodzie „Żwawo Naprzód”

9.jpg
Goście, sponsorzy na uroczystości poświęcenia pomnika

Czy chciano przez to wykreślić pamięć o zmarłych? To nie był pomnik o ideach politycznych, patriotycznych, tylko wyraz pamięci kolegów – sportowców

Szkoła

Rosnąca liczna mieszkańców Taciszowa a z drugiej strony duże odległości do innych szkół, były powodem by Taciszów otrzymał własną szkołę. W roku 1887 wybudowano piękną, schludną, całą z cegły szkołę. Urządzono też funkcjonalne według potrzeb nauczyciela z rodziną, wielkie mieszkanie. Piszący te notatki pracował jako nauczyciel religii. Kiedy przyszedł upragniony dzień roku pańskiego 1987, Taciszowianie odświętnie ubrani, w dniu poświęcenia szkoły, w procesji na czele z przedstawicielem wioski niosącym krzyż, który został uroczyście zawieszony w szkole. Ta stara szkoła wykształciła wielu zacnych i mądrych naszych pradziadków, dziadków i żyjących jeszcze Taciszowian. Po drugiej wojnie światowej rosło coraz większe zapotrzebowanie na inteligentną młodzież. Powstało hasło? „Tysiąc szkół na Tysiąclecie Polski”. Taciszów nie mógł pozostać w tyle. Powstała u mieszkańców myśl, by szkołę rozszerzyć, powiększyć o parę klas, powiększyć o piętro. W czynie społecznym, pełni entuzjazmu mieszkańcy pokazali swą piękną stronę charakteru. Budowę rozpoczęto w 1965 roku. Gdy nadszedł rok 1970 władze  szkolne i powiatowe w otoczeniu zadowolonych mieszkańców, dokonali’ otwarcia nowej szkoły.

Kościół

Na miejscu, na którym obecnie znajduje się zabudowanie kościelne: kościół, klasztor i plebania, były zabudowania gospodarcze: dom mieszkalny, chlewy, stajnie, stodoła gospodarza.i właściciela cegielni – Pordzika.
Dom mieszkalny był zarazem „Zajazdem”, karczną, miejscem rozrywek. Około roku 1900 karczma ta spłonęła doszczętnie. Na jej miejscu wybudowano solidniejszy dom mieszkalny według dawnego przyjętego stylu.
Gospodę zbudowano w środku wioski. Właścicielem była rodzina Błaszczyk. Gospoda ta pracuje do dnia dzisiejszego.
Zabudowania rodziny Pordzik zamknięte były od strony Byciny odnogą rzeki Kłodnica. Rzeczka dostarczała wodę do tartaku. Z drugiej strony przepływał Kanał Kłodnicki.
Zabudowania Pordzika zewsząd otoczone wodą tworzyły małą wysepkę zamkniętą niby mały gród.
W latach 1928 – 1930 właściciele gospodarki i cegielni zbankrutowali.
Całą tę posiadłość zakupił związek: „Katholischer Arbeiter-verein”, czyli Stowarzyszenie Robotników Katolickich. Tu mieli odpoczywać w niedziele i święta, biorąc udział w kursach, szkoleniach i dniach skupienia.
Taciszów i wspomniana posiadłość bardzo się nadawały do tego celu.
W pobliżu lasy, wiele zieleni, świeże, dobre powietrze. Zda la od wyziewów hut, fabryk, koksowni. Jednym słowem „ta cisza” jako wymarzone miejsce na łonie przyrody.
Posiadłość właściciela gospodarki – Pordzika, przeszła na własność Stowarzyszenia. Dom otrzymał nazwę „Preizeitheim Taciszów”, Dom wypoczynkowy Taciszów.
Z biegiem czasu, przy pomocy hr,Baliestroma, dom przerobiono przebudowano i estetycznie urządzono. Z dawniejszej chlewni -stajni, po kapitalnym remoncie, urządzono pokoje jedno, dwu i nawet trzy osobowe, piękną salę wykładową i salkę do wystąpień teatralnych.
Historia powstania kościoła w Taciszowie opiera się na danych z broszurki o parafii Rudno,
Czytamy w niej: „Przez nabycie posiadłości należącej do cegielni, przez Freizeithem Tatischau E.V, urządzono ze stodoły tymczasową kaplicę /Uotkapelle/, którą później, przy pomocy J.E.Kardynała Adolfa Dr.Bertrama przebudowano na godny dom boży.
Obie wioski: Taciszów i Kleszczów, która to należała do parafii Łabędy, zostały włączone do Lokali Taciszów. Obecnie ma tam być ustanowiona samodzielna placówka”.

Opis niżej umieszczonej pocztówki:
1. Widok: części nowo wybudowanego kanału 1938 r,
2. Obecna Plebania – Klasztor 00. Kamilianów.
3. Dawniejszy pomnik poległych sportowców
4. Sklep spożywczy Witzik.Dzisiaj dom przy sklepie     spożywczym.
5. Kaplica z gospodą rodziny Blasczyk.
6. Stara szkoła.

11.jpg

Główny ołtarz z obrazem olejowym św.Józefa Robotnika. Główny ołtarz obecnie znajduje się pod chórem, pod obrazem św.Kamila

20.jpg

W roku 1931 kard.Bertram osobiście dokonał aktu poświęcenia Ośrodka.
W tej prymitywnej sali, ozdobionej składanymi krzesłami a po bokach obrazami Trójcy Przenajśw., Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i poniżej figurkami św.Teresy od Dz.Jezus i św.Antoniego. Powyżej podano obraz Trójcy św., tak, ale ukoronowanie M.Boskiej przez Trójcę św. W tej sali, zwanej „Notkirche” odprawiano Msze św. dla uczestników kursu. Powoli tutejsza ludność zaczęła korzystać z okazji i brała udział, z początku trochę nieśmiało a z czasem był coraz większy udział w Mszach św. i nabożeństwach. Działo się to około roku 1932.
Wtedy powstała myśl o utworzeniu stałej placówki duszpasterskiej dla Taciszowa i Kleszczowa.
Zaczęły się pertraktacje z Kurią Wrocławską w tej sprawie. Głównym rzecznikiem tej tak ważnej inicjatywy był ks.Jerzy Joniec.
Oficjalne zatwierdzenie nowej placówki nastręczało nieco trudności ze strony władz świeckich. Trzeba było szczegółowo uzasadnić potrzebę założenia nowej Lokali czy parafii. Pismo do Starostwa podaje pomiędzy innymi: „Paru kilometrowa odległość do kościoła parafialnego w Rudnie czyni niemożliwym, by parafianie Taciszowa i Kleszczowa, a zwłaszcza ciężko pracujący i dzieci mogli regularnie brać udział w nabożeństwach, co jeszcze powiększa się w okresie mroźnych zim i niepogody.
Odkąd w Ośrodku dla Robotników odprawiane są Msze św. i nabożeństwa, wierni z Taciszowa, Kleszczowa, Byciny i Rzeczycy biorą czynny udział. Tutejsza miejscowa ludność korzysta chętnie z tej tak dogodnej okazji”. Czytamy w broszurce o parafii Rudno: „Nabożeństwa odprawiali:
ks.wikary Jonderko,
ks.kurz, a.od.19,3.1934 kuratus
ks.Jerzy Jonietz,
który na stałe zamieszkał w domu i pilnie zajął się rozbudową tamtejszego duszpasterstwa”. W prowadzeniu kursów, nauk, rekolekcji dla robotników pomagali różni przygodni księża, prefekci Szkół Średnich z Gliwic.
Z dniem 19 marca 1934 r. kaplica Ośrodka stała się zarazem miejscem nabożeństw dla Taciszowa i Kleszczowa.

12.jpg

Fotografia
Jego Em.ks.kardynała
BERTRAMA
z Wrocławia
uroczystość udzielenia
sakramentu Bierzmowania
w nowo utworzonej
parafii Taciszów

 

16.jpg

Syn, O.Kaspar
BALLESTREM-Kapucun
Jego Ojciec hrabia z
Pławniowic inicjator
parafi Taciszów.

 

Za korzystanie z lokalu kaplicy płaciło się Ośrodkowi 300 Marek rocznie.
Is.Dziekan Michalec z Rudna wyłączył Taciszów z parafii Rudno, a ks.Dziekan Malajka wyłączył Kleszczów z parafii łabędy.
– Według ksiąg metrykalnych parafii, od 19 marca 1934 roku Taciszów stał się samodzielną parafią.
Pierwszy chrzest zanotowano w księdze w dniu 22.IV1934 r. dziecko Teodor Grutza. Pierwszy ślub dnia 9.IV.1934 roku, A pierwszy pogrzeb to pogrzeb zmarłej w wypadku samochodowym ś,p,Emilii Tomanek, ekshumowanej w Rudnie. Jej mąż i ks.Jonietz wracali od notariusza, gdzie urządowo przekazali parafii ziemię na cmentarz dla Taciszowian.
Pierwsze Misje Parafialne przeprowadzono od 6 – 11 lutego 1935 roku. Nauki-,głosili Ojcowie Oblaci: O.Stendebach i O.Gluga.
W dniu 24.V.1948 roku sakramentu bierzmowania udzielił 258 osobom Adm.Apost.na Śląsk Opolski, ks.Bolesław Kominek.
Ks.Jonietz pracował w parafii aż do dnia 18.V.1941 roku, kiedy to został przeniesiony do parafii N.M.P. w Sośnicy.
Następcą ks.Jońtza był ks.Antoni Duczek. Za jego urzędowania przypadają pełne grozy lata wojenne. Opuścił parafię Taciszów 28 sierpnia 1946 roku. Po nim objął urząd proboszcza ks.Wilhelm Malina, ksiądz nieco chorowity. Nie wiadomo jak długo przebywał w parafii. Rocznik Diecezji (Polskiej podaje, że dnia 20 lutego 1947 roku objął administrację parafii O.Bolesław Wojtoń z zakonu 00.Kapucynów.

Organy
W dniu 28 lutego 1937 roku kościół taciszowski zapełnił się modlącym ludem śląskim i gośćmi. Oto wielka uroczystość poświęcenia organ, które odtąd mają towarzyszyć wszystkim wydarzeniom radosnym i smutnym życia parafialnego.
Dzisiaj pierwszy raz głos cudnego instrumentu, organ, znajdującego na chórze.
W kościele zapanowała cisza.
Oto cicho, jak hen z daleka płynący niby echo ton preludium, który powoli ustępuje miejsce potężnym akordom basów, by potem zgodnie we wspólnej harmonii zakołysać się w melodyjnych
Pieśniach kościelnych.
I tak, o ile parafia posiada organistę, organy codziennie upiększają nasze spotkanie na rozmowę z Bogiem w myśl powiedzenia, że kto śpiewa ten się podwójnie modli.
Oto bliższe dane dotyczące budowy organ:
Koszt organ wynosił 3875 marek i 40 fenigów. Organy są produkcji firmy ” Rieger ” ,opus 2768,11-to głosowe.
Pedał: Yioloncello 8′
Sanftbas, 16′
Jedno manuałowe
Schwebend Aeoline 8′
Salizional 8′
Offenflote 8′
Gedacht 8 ‚
Prinzipal 8 ‚
Octave 4
Nachthorn 2 ‚
Mixtur 3 fach
Sprzęgła: Ped.Koppel,Ober Okt.Koppel, Unter Okt.Koppel
System pneumatyczny, zaworki grzybkowe, zapadkowe, wydmuchowe.
tłoczenie  powietrza przez dmuchawę, zasilaną elektrycznie.
W ciągu swej żywotności i pracy organ był kilkakrotnie
naprawiany a ostatnio w 1986 roku.

WODOCIĄG

W czasach, kiedy nowoczesność z techniką i chemią znajdowała się jeszcze w powijakach, Taciszów cieszył się posiadaniem czystej, Krystalicznej wody, płynącą rzeką Kłodnicy,
Z dala od rzeki mieszkający posiadali studnie ze zdrową wodą. Rzeki i rzeczki pełne były zdrowych, smacznych ryb.
Nastały czasy kopalnictwa, hutnictwa, chemii ną wielką skalę. Z tym okresem kończy się czystość naszych wód.
Kiedy potężne koparki zaczęły się wgryzać i swe twarde kły zatapiać w piasek powstającej piaskowni, dla celów górnictwa i coraz głębiej wchodziły w dół, nawet do 30 metrów, łapy stalowych kolosów, koparek, zlikwidowały rzekę Kłodnicę, zdziwieni mieszkańcy zauważyli ze strachem i bólem serca, że studnie ich tracą wodę, wysychają. Przerwano żyły życiodajnej a tak smacznej wody.
Władza kompetentna, aby załagodzić słuszne pretensje mieszkańców, zaczęła budowę wodociągu. Studnię wiercono za mostem kolejowym ku Kleszczowowi. Całą tę budowę wodociągu przeprowadzono w latach 1958-1959.
Taciszów otrzymał wodę. Radość była ogólna. Każdy dom swój wodociąg. Ale po jakimś czasie na twarzach Taciszowian zaczęły znikać oznaki radości. Okazało się, że wodą ta, to płyn o tak silnych składnikach żelaza, że wszystkie łazienki, umywalki, garnki, pokryte były czerwoną rdzą osadu żelaza.
A może to jest woda zdolna kiedyć uczynić z Taciszowa kurort, czyli Taciszów Zdrój?

KLASZTOR OJCÓW KAMILIANÓW

W dniu 8 sierpnia 1951 roku wprowadzony został jako proboszcz parafii i zarazem przełożony klasztoru o.Henryk Rudzok.
0.Prowincjał zlecił mu prowadzenie Nowicjatu dla kleryków i braci.
Z tą datą wiąże się historia klasztoru na terenie tutejszej taciszowskiej parafii.
J.Eks.ks.Administrator Apostolski dr.Bolesław Kominek przekazał nam objekt w Taciszowie.
Ks.Dziekan Gerlitz, w obecności Rady Parafialnej przekazuje go naszej Prowincji Ojców Kamilianów. Ceremonii oficjalnego przekazania duszpasterstwa naszemu klasztorowi przysłuchiwała się z zaciekawieniem spora liczba parafian.
W dniu 9 sierpnia pierwszy Kamilianin o.Rudzok Henryk odprawia na terenie naszego klasztoru pierwszą Mszę św.
W niektórych pokojach klasztoru mieściło się Państwowe Przedszkole aż do czerwca 1957 roku.
Przy przekazywaniu – mowa o Kamilianach i ich głównym zadaniu -pielęgnowaniu chorych. Wkrótce też różni ludzie zaczęli się zjawiać ze swymi dolegliwościami, prosząc o pomoc.
W dniu 20.VIII.1951 r. zaczęli się zjeżdżać kandydaci do Nowicjatu.
Ceremonia obłóczyn i przyjęcia do Nowicjatu,której przewodniczył O.Prow.Boratyn, odbyła się 7 września 1951 r. Nowicjat rozpoczęło 12 kandydatów.
Duszpasterstwo jak i prowadzenie Nowicjatu spoczęło na barkach O.Rudzoka. Pracował z niesamowitym zapałem aż-do 7.X.1957 r. Razem z nim pracował od sierpnia 1952 r. jako submagister nowicjuszy wikary O.Karch.
Do Taciszowa jako proboszcza i magistra wyznaczono o.Pawła Bendkowskiego a submagistrem pozostał nadal O.Karch.
Od września 1957 r. proboszczem i superiorem domu został mianowany O.Bendkowski a jako wikarego i submag. wybrano O.Wolnika.
Po przeniesieniu 0.Bendkowskiego na inną placówkę, do Taciszowa powraca na stanowisko proboszcza i magistra nowicjatu w maju 1963 r. O.H.Rudzok.
W sierpniu 1965 r. superiorem i proboszczem zostaje mianowany O.Wolnik.
Następcą O.Wolnika od sierpnia 1969 r. zostaje O.Patoń Czesław Po wysłaniu go do Danii na kamiliańską placówkę, do Taciszowa skierowano, urodzonego w Taciszowie O.Rużoka Fryderyka, który w marcu 1972 r. objął stanowisko superiora i proboszcza a magistrem nowicjatu mianowano 0.Władysława Terasa.
Od maja 1974 przełożonym domu i proboszczem zostaje o.Mieczysław Tymkowski.
0.W,Taras od roku 1976 zostaje superiorem domu, jak również magistrem nowicjuszy.
. W roku 1977 od 1.08. superiorem i proboszczem został mianowany O.Karch a magistrem nowicjatu nadal 0.Taras.
Rok 1983 przynosi nową zmianę, magistrem nowicjatu zostaje D.Mieczysław Tymkowski a O.Karch jest nadal proboszczem.
Proszę o wyrozumienie, jeżeli w terminach objęcia urzędu nastąpiły małe niedociągnięcia. W języku historii są to bardzo drobne nieznaczne szczegóły.Parafianie z Taciszowa są dumni, że na terenie ich wioski znajduje się klasztor z zakonnikami. Interesują się rozwojem nowicjatu i jego narybkiem. Wspomagają młodych adeptów stanu duchownego modlitwą i drobnymi datkami.
Największym podziękowaniem dla nich, gdy dojrzały prymicjant odprawia w Taciszowie swą pierwszą Mszę św.
Bardzo wielu młodzieńców rozpoczęło karierę życia zakonnego. Nie dorównali kroku w marszu do przodu. Za wiele patrzyli wstecz za siebie.

FIGURA NAJSW.SERCA P.JEZUSA

Dwie postacie na fasadzie domu klasztornego – plebanii to górnik i gospodarz, wypalone cudnie z ceramiki. Są one głosicielami wszem i wobec, że Taciszów to wioska górników i gospodarzy, kochających swe skarby ziemi i bogactwa płodnej śląskiej ziemi, naszej Matki.
Wszystkie te bogactwa ziemi, pól, lasów jak i dalszy rozwój parafii zależy od dobroci Ojca w niebie i naszej łączności z Nim. Stąd powstała myśl, aby całą parafię oddać w szczególny sposób opiece Najśw.Sercu Pana Jezusa.
Parafianie z wielkim entuzjazmem podjęli się tego zbożnego działa.
0.proboszcz P.Bendkowski przedstawił im plan. „Przed domem, w samym środku, wystawimy wysoki podest, a na nim figurę N.S.P.J.”
Ten piękny zryw pobożnych parafian przyniósł upragniony wynik.
W 1958 roku przy tej figurze N.S.P.J. oddano całą parafię pod Jego opiekę, która również błogosławi tym z przechodzących i przejeżdżających, którzy to Serce Pana Jezusa przechodząc obok pozdrawiają.

13.jpg

Przywóz- figurv z pracowni „Schafer” z Piekar Śl.
Po prawej ś.p. Brat Mieczysław Daros,kucharz
Po lewej Brat Paweł Schneider, ślusarz a w środku
pomocnicy.

10.jpg
Figura w swej okazałosci

19.jpg

‚Główni pomocnicy :
Wróbel Emanuel i Tomanek Leopold

GROTA MATKI BOSKIEJ z LOURDES

Gdzie obecnie stoi grota M.B.Lurtdzkiej, – miejsce to „było jednym z najbardziej zaniedbanych podwórza,
W środku stała pruchnieją ca altanka ogrodowa. .Wokoło pełno chwastów, pokrzyw, śmieci, odpadkowa kury używały sobie dowoli, kąpiąc się w piasku.
Grotę tę poświęcono w roku 1957.Aktu tego dokonał, wygłaszając kazanie, O.Alfred Karch.
Gdzie tylko można było  zbierano kamienie duże,
potężne na fundament a chropowate kamienie na samą grotę.
Według naszych wyobrażeń miała to być jakaś specjalna grota .Ale w końcu wyszło to, co obecnie oglądamy.
Jako speca – murarza zaangażowano pana Wróbla z
Cęgielni .Pomagali :O.Rudz , 0.Karch,Br.Franek Wieczorek i Zdzisław Rutkowski.
Gdy już miano położyć ostatni kamień na czubku groty. drabina rusztowania, obciążona kamieniami ,wapnem, ludźmi zarywa się i szczebel za szczeblem łamiąc się ciągnie nas w dół .Lecimy .Dzięki Bogu ,nikomu nic się nie stało .Tylko jednemu z pracowników trochę ” Dech zaparło
Figury Matki’ Boskiej i św. Bernadety zakupiono
w odlewnl u Schafera w Piekarach.
Kamień ołtarza w grocie przewieziono ze starej szkoły, po którym, w czasie przerwy dzieci skakały.
Jest to zarazem czwarty ołtarz podczas procesji Bożego Ciała.
W roku 1981 dobudowano mur z dużych, granitowych kamieni, który odtąd zasłania plac gospodarski od placu kościelnego, czyli od groty do nowo wybudowanego WC.
Wykonawcą był Br. Francesco Reinholz i pomocnicy chłopcy ministranci z wioski.

KAPLICZKA

O kaplicy, stojącej w pośrodku wioski obok gospody, nie można podać nic konkretnego ,kto ją wystawił ,kiedy powstała?
Starzy parafianie powiadają, że ona tu stała. Została odnowiona przed założeniem placówki duszpasterskiej w Taciszowie .Odnowioną poświęcił ks, dziekan Michaletz z Rudna jako proboszcz Taciszowa.
Podczas poświęcenia przepowiedział dobrodusznie, że może i wnet kościół mieć będą.
Przy kapliczce odbywały się codziennie nabożeństwa majowe.
W wieżyczce kaplicy jest dzwon- sygnaturka.
Obecnie, w czasie procesji Bożego Ciała, stawiany jest trzeci ołtarz.
Kaplicą opiekują się pobożni sąsiedzi.
W kaplicy stała stara figura z drzewa św, Jana Nepomucena, którą w 1991 reku przeniesiono do kościoła w Kleszczewie, by ją zabezpieczyć przed kradzieżą.

KAPLICA M.Boskiej Fatimskiej

Vis a vis głównego wejścia do kościoła były również wysokie drzwi i wyjście do ogrodu w czasie procesji dookoła kościoła.
O.Rudzok zbudował kapliczkę z przeznaczeniem jej do ustawienia żłóbka w czasie Bożego Narodzenia Grobu w czasie Wielkanocy.
W 1978 reku otynkowano ją wewnątrz i zewnątrz, wyłożoną posadzką.
A że w kościele na bocznym ołtarzu stała sobie, zdała od ludu pięknie rzeźbiona figura ,wyrzeźbiona przez artystę
z pod Rybnika około 196O r .postanowiono ustawić ją w specjalnej dla niej kaplicy.
Artysta malarz ,Tadeusz Kostrz z Zabrza, wzorując się na widokówkach z Fatimy ,pomalował według tych wzorów.
Dnia 2.lutego 1978 roku poświęcono kaplicę a 0, Karch wygłosił okolicznościowe kazanie.
Kaplica jest codziennie odwiedzana przez parafian i gości, gdzie w ciszy można się skupić i pomodlić.
Klasa VIII Szkoły Podstawowej ma stałą opiekę nad tą kaplicą, troszcząc się o czystość i o kwiaty.

Kapliczka w Lipie

Właściwie jest to świątek ale wśród odwiedzających ogród, zwie się kapliczką.
Gdy wejdziesz go klasztornego Mini parku, zauważysz Aleję pięknych ,starych, potężnych lip, pachnących latem i tętniące życiem i wesołym brzęczeniem tysięcy pszczół z bliskiej) pasieki O.Pawła Dreczkowskiego.
Idąc dalej przechodzisz pod mostem betonowym i zauważasz chylącą się potężną lipę, rozczepioną. Podchodzisz bliżej i już pozdrawia cię figura
Matki Boskiej, stojąca w niszy  Stoi tam latem i zimą błogosławiąc spacerującym i pracującym tam zakonnikom.
Dzieci klasy V. Szkoły Podstawowej mają pieczę nad nią.

Kapliczka Matki Boskiej
z B a n n e u x
Myślą przewodnią wybudowania tej kapliczki było wstawienie do niej figury św. Jana Nepomucena.
Kiedy jednak znajomi powzięli plan przysłania mi figury Matki Boskiej Ubogich z Banneux z Belgii, ucieszyłem się niezmiernie.
Plan sytuacyjny i wygląd kaplicy podał 0.Karch a murarzami byli pan Tomanek i nowicjusz Jerzy Kuk, który wykazał wiele umiejętności murarskich.
Po nadejściu figury z Belgii w niedzielę maja 1979 roku w uroczystej procesji upiększono ją w kaplicy.
Kraty do okien wykonał i podarował ślusarz Mańka Ryszard w Kleszczowa.
W trakcie budowy doniesiono  Władzy ,że coś się robi, coś się dzieje w ogrodzie klasztornym.”Pobożny” parafianin , z jemu znanych pobudek przypodobania się innokolorowym, chciał zapobiec tej budowie ,Po inspekcji Władzy i po napisaniu przez proboszcza, że to nie kaplica tylko świątek, który wolno sobie
wybudować-postawić w własnym ogrodzie, władza nie miała żadnych zastrzeżeń.
Do kapliczki przeciągnięto kabel podziemny, by oświetlona Matka Boska była zdała widoczna i witała i żegnała przejeżdżających.
Opiekę nad kaplicą ma klasa VI Podstawowej Szkoły.

K R Z Y Ż E

1) Krzyż przydrożny przy skrzyżowaniu do Rzeczyc.
po co stawiano krzyże przy drogach, na skrzyżowaniach dróg, w polach, przy domach , u skraju lasu, szczytach gór, czy ścieżkach gór?
Chrystus powiedział bowiem, że kiedy będzie podniesiony i zawiśnie na krzyżu, wszystkich przygarnie do siebie.
Każdy krzyż ,wyciągający ramiona ,błogosławi górom, dolinom ,wioskom i miastom ,wszystkim przechodzącym obok i przygarnia pod swoją opiekę.
To samo zadanie przypadło krzyżowi przy skrzyżowaniu dróg do Gliwic ,Taciszowa i Rzeczyc a w oddali całej wiosce Taciszów.
Ten krzyż jak i ten na cmentarzu przeżyli wiele chlubnych i wiele pełnych tragizmu miesięcy i lat.
Niewiele dni pozostało mu jeszcze do spełniania swego zadania .Spróchniał . Został usunięty.
Obok mieszkający pan Kurka wykonał ten obecnie stojący marmurowo-betonowy krzyż.
Poświecony został nie przy precesji z wiatrem poruszanymi chorągwiami, feretronami, przy dźwiękach orkiestry. Nie. Parafianie , idąc niby na spacer i z proboszczem po cywilu ,zebrali się bardzo licznie. Po modlitwach i pokropieniu wodą święconą, zajął miejsce poprzednika i przejął to samo zadanie.
W uroczystość Dni Krzyżowych czuje się uczczonym przez licznych parafian z księdzem na czele, ślicznie ozdabiany przez rodzinę Kurek.

Krzyż na ” Cegielni ”

Przez dziadów i pradziadów rodziny Mandel z wdzięczności i uczczenia Ukrzyżowanego z prośbą ochrony rodziny i ich mienia, postawiono krzyż ten na terenie ich posiadłości .Nikt tych dni nie pamięta. Świadkowie wymarli .Krzyż butwiał ,chylił się ku upadkowi .Krzyż tak ważny podczas modłów w Dni Krzyżowe o błogosławieństwo dla rolników i naszych pól .Przez obecnego właściciela tego domu z ogródkiem usunięto spróchniały a postawiono w 1989 roku piękny, wysoki krzyż betonowo-marmurowy. Za piękną ,pieczołowitą opiekę ,wystrój krzyża i konserwację ,wiszący na nim błogosławi rodzinie Szymonskich Hellebrand

Krzyż na placu kościelnym
Krzyż o bardzo krótkiej historii ale przemawiającej głęboko do serca każdego modlącego się na klęczniku u jego stóp, – to Krzyż Ekspijacyjny” parafii. Krzyż o korpusie lanym z żelaza, żelazne belki, umocowany w fundamencie betonowym.
Postawiono go tam w 1979 roku.
Wiele się modlić nigdy nie zaszkodzi a zwłaszcza, gdy nikt oprócz krzyża nie może pomóc .Krzyż
przebłagalny za wszelkie niewierności parafian i przechodzących obok .Zawsze żywe „Memento” dla
zapierających się go.

Krzyż Misyjny
Pierwsze Misje 1935 roku
Procesja z krzyżem misyjnym przez wioskę. Na barkach mężczyzn spoczywa ciężki krzyż a za nim cała parafia. Idą jakiś czas w milczeniu, bo w milczeniu najmocniej Bóg przemawia.
Ustalono najlepsze miejsce dla niego .I w tym samy-miejscu, co dziesięć lat , ozdabia się Błyszczącymi
cyframi Roku Pańskiego ,przypominając wszystkim o tak ważnym zadaniu Misji:” Ratuj duszę swoją”.

Cmentarz

Patrząc okiem turysty ,podziwiającego piękno przyrody, uwrażliwionego na urzekające krajobrazy, trzeba przystanąć ,koniecznie przystanąć, – aby popatrzeć na cmentarz w Taciszowie.
Idąc od strony Gliwic czy od Taciszowa lub do Rzeczyc, można się faktycznie zachwycać .Oko odpoczywa, gdy spojrzy tam, na cmentarz.
Lekko niebiesko-zielonkawe wody jeziora to tło obrazu. Po prawej stronie zielone rzędy smukłych sosen i świerków, a tam po lewej stronie, w oddali pola ,łąki aż do domków przy grobli” jeziora.
Widok działa uspokajająco ,przyciąga ,podnosi ducha. Bardziej spragnieni ciszy idą na cmentarz spocząć na wygodnej ławie i oddać się zadumie.
Patrz ,tam w lewym rogu cmentarza rosochate, rozłożyste dęby zapraszają do ich cienia. A za nimi ,niby zawstydzona, kryje się kaplica cmentarna.
Zbudowana w 1937 roku .Typowa kaplica z sygnaturką, witającą smętnym głosem nowego zmarłego ,który tu znajdzie upragniony spokój.
Cmentarz nie wielki o wymiarach 3200 m a nabyty
razem z cmentarzem filii Kleszczów o wymiarach 5ooo m za 5106 marek.
W środku, pomiędzy milczącymi, nawet w czasie burz dwoma tujami, stał sobie staruszek krzyż drewniany, targany wichrami, zalewany strugami’ deszczu a słońcem ozdabiany. Po wielu latach wiernej służby witania i żegnania zmarłych, nie wytrzymał trudu .Jako zbutwiały, spróchniały , dający jeszcze schronienie w swych ramionach z zziębniętym ptaszkom, zakończył swój żywot w krematorium pieca kuchennego.
Na jego miejscu stanął młodzian, jak rycerz ,ubrany według wymogów czasu w stalowo marmurowo-betonową zbroję. On przetrwa niejedną, epokę czasu.
Narodziny tego krzyża zanotowano pod datą 1978 roku.
Do krzyża prowadziła ścieżka, wydeptaną w piasku, ale i ona musiała ustąpić w tym prawie samym czasie miejsce betonowej alei. Przed krzyżem ustawiono stół-ołtarz betonowy, aby w razie potrzeby tam nawiązać kontakt podczas Mszy św ,pomiędzy ziemią. Bogiem, zaprowadzając zmarłego ,towarzyszącą mu modlitwą, do bram nieba.
To piękne, malownicze miejsce pod cmentarz ofiarowała parafianka Emilia Tomanek. Nie przeczuwała, że jako jedna z pierwszych tu spocznie.
Wracając bowiem z Gliwic, gdzie u Notariusza z ks. proboszczem Jońcem przekazała swe pole na cmentarz, uległa śmiertelnemu wypadkowi samochodem pod Gliwicami. Szofer stracił panowanie nad samochodem. Ks.Proboszcz wyszedł cało z wypadku.
Według księgi zmarłych została pochowana w Rudnie, a po poświęceniu cmentarza w Taciszowie, ekshumowana i tu pochowana.
Przechodniu, turysto czy ty, parafianinie ,ukochaj ten przybytek ciszy ,piękna i wiecznego spoczynku.
Może i: ty- tam spoczniesz, żegnany łzami twych najdroższych.

PROBOSZCZOWIE
Duszpasterze
Przez wioskę płynęła jak cudna melodia, podawana z ust do ust wiadomość: „Stodołę Pordzika przebudują na kaplicę”!
Rozradowały się serca pobożnych Taciszowian . Rodziła się jednak wątpliwość — czy będzie nam tam wolno wejść? To przecież dla Stowarzyszenia Robotników.
Początkowo nieśmiało stawali pod ścianami z desek, by nie zwracać na siebie uwagi – brali udział z wielkim przeżyciem we Mszy Św., wsłuchani w głoszone słowo Boże.
Pierwszymi duszpasterzami tymczasowymi byli prefekci szkół z Gliwic. Byli to ks .Jonderko, ks.Musioł, ks .Jonietrz. Ten czas tymczasowości trwał do 1932 roku.
Pierwszym oficjalnie Opiekunem przez kurię Wrocławską usta-nowionym został w dniu 19 marca 1933 roku ks.Jerzy Jonietz, a w lutym 1934 r .administratorem kaplicy-kościoła. Pracował do 1941 roku, potem przeniesiony do Sośnicy.

Proboszczowie :
1932-1941 ks.Jerzy Jonietrz
1934
ks.Kurtz – pomoc
1935
ks.prymicjant Jan Wiglenda – pomoc
ks.Henryk Lokanik, prymicjant – pomoc
Ojcowie Klaretyni z Miedar:
O.Buhl –  pomoc
ks.Nitsche, dyr.caritasu – pomoc
1936
ks.Muschkie, Franciszkanin – pomoc
ks.Kristek, franciszkanin – pomoc
ks.kempa – pomoc
O.Bartylla z Würzburgu – pomoc
ks.Scholz z Wrocławia – pomoc
1937
ks.Peterk – pomoc
O.Angelus Porada z Gliwic – pomoc
1938
0.Duchowny Puzik – pomoc
1939 O.Hollik          – pomoc
O.Riege, Werbista z Bytomia-pomoc
ks.Hubert Jonąs   -pomoc
1940
ks.Jazimbek, zastępca   -pomoc
O.Cornelius, franciszkanin z Góry św.Anny -pomoc
O.Wolfgang krzisok   -pomoc
.Ozimek – Mariahilfer -pomoc
O.Steiner-pomoc
O.Meinrad-pomoc
1941
O.Wenceslaus, franciszkanin -pomoc
1941
ks.Antoni Duczek-proboszcz
1942
O.Ziebert z Gliwice-pomoc
1.12.1946-6.4.1947
ks. Malina -proboszcz
15.08,1947
o.Bolesław Wojtun, kapucyn-proboszcz
1949
o.Anastazy Barć-pomoc
o,Sylwester Polek-pomoc
12.08.1951-1957
o.Henryk Rudzok, kamilianin-proboszcz
1952 – 1956
o.Alfred larch -wikary
1957
o.Paweł Bendkowski-proboszcz
maj 1963
o.Henryk Rudzók-proboszcz
1965
o.Józef Wolnik -proboszcz
1969
o.Czesław Patoń -proboszcz
1972
o.Fryderyk Rużok -proboszcz
1974
o.Mieczysław Tymkowski-proboszcz
1977
o.Alfred Karch -proboszcz
1980
o.Zbigniew Bóbski -pomoc
o.Paweł Dreczkowski -pomoc
o.M.Tymkowski– superior mag.nov.
1988
o.Bernard Wistuba -proboszcz
1989
o.Ernest Szleger -proboszcz
o.Irzysztof Wilk -wikary
o.Paweł Dreczkowski -emeryt
o.Alfred larch -emeryt
Vivant seąuentes!
Niech żyją następcy!

DZWONNICA
Mała wieżyczka kościoła taciszowskiego, niewidoczna dla przejeżdżających, dawała jednak o sobie znać przez jej dwa dzwony, które zgodnie do 1942 roku wzywały wszystkich do kościoła, by brali, udział w radosnych i smutnych chwilach całej parafii.
Ale dnia 27 kwietnia 1942 roku okropna ręka wojny nie zatrzymała się i przed tą malutką wieżą, skromnej, ukrytej parafii. Dzwona – 80 kg został zarekwirowany na cele wojenne.
Pozostał jeden, samotny dzwon, który podwajał swą siłę głosu „by jeszcze głośniej wołać do kościoła, gdyż źli ludzie pozbawili życia jego przyjaciela.
Firma ludwisarzy Braci Felczyńskich odkupiła od rodziny Krzaków dawniejszą posiadłość gospodarza Hannewinkel. Było to tylko połowa posiadłości, stodoła od dawniejszego kanału z kilkunastu metrami obejścia, by urządzić odlewnię dzwonów.
Taciszów stał się więc znaną na całą Polskę miejscowością. Na każdym pięknie odlanym dzwonie widnieje napis Taciszowa. Na mapach i drogowskazach zapomniano o Taciszowie, za to w szlachetniejszy sposób dowiaduje się polska o naszej miejscowości, bo każdy dzwon głosi wesoło: „Ja jestem z Taciszowa”.
Zachęcony pięknością odlewanych dzwonów, jak i echodajnym, długo brzmiącym czystym głosem, proboszcz o.A.Karch rozpoczął starania by zdobyć cynę i miedź, konieczne do odlewu.
W marcu 1983 roku rozpoczęto odlew- naszego 500 kg dzwonu. Prezentował się cudownie, błyszczący o pięknej formie, Ale nie było stosownej wieży, na której miałby rozpocząć swój żywot poczciwego dzwonu. Tymczasowym miejscem dla niego był skromny kawałek podłogi pod chórem.
Napis na dzwonie trochę sentymentalny, ale piękny dla nas prostych wieśniaków: „Imię moje Józef Głoś wszystkim miłość, pokój i radość. Powołały mnie do życia szlachetne serca Parafian św.Józefa w Taciszowie za duszpasterstwa O.Kamilianina Alfreda Karch. 1983.” Z Odlewni Braci Felczyńskich Tadeusza i Wacława w Taciszowie.
Dzwon był, ale gdzie dzwonnica? Problem wielki dla tak małej parafii – 700 dusz. Skąd pieniądze? Skąd fachowców? Jakie ma mieć kształty? Z jakiego materiału? Wiele godzin przesiedzieliśmy z p.Alfredem Polapem nad różnymi projektami, Dr doc.architekt, profesor Gołaś Jerzy z Opola podjął się niezbędnych prac obliczeniowych i wykresowych.
W 1982 roku zalano fundament, do którego zużyto 64 tony cementu. Ale to dopiero początek. Udało się zdobyć potrzeby materiał,
żelazne kątowniki. Ekipa spawaczy maiła pełne ręce roboty. Kierownictwo nad całością objął bardzo dobry fachowiec tej branży p.Engelbert Pordzik.
Dźwigiem wzniesiono wieżę o wysokości 12 m, zawieszono dzwon włożono kopułę, którą zaprojektował i wykonał p.E.Pordzik. Radość dla wszystkich po tylu mozolnych przygotowaniach. Lecz w sercu p.Pordzika powstała nowa myśl, która i mnie zapaliła, poderwała do jeszcze jednego, ostatniego wysiłku. Mianowicie – podwyższenie dzwonnicy-o dalsze 6 metrów.
Tej trudnej, fachowej i odpowiedzialnej pracy podjął* się p.E.Pordzik osobiście. Fachowo z wymiarami co do milimetra sam całą 6 metrową konstrukcję wykonał. Spawacze p.Konieczny i Rużok dokończyli fachowego, rentgenowskiego spawania.
25 maja 1985 roku o godz.8 rozpoczął dźwig swą pracę. Nie będę opisywał tej sprawnej, szybiej pracy i przebiegu dźwigania 6 metrowego przedłużenia, dzwonu i kopuły. Wspomnę jednak, że manewr postawienia kopuły udał się wspaniale, ale lina zawieszona na krzyżu kopuły zacięła się i trzeba było ją odczepic. Związano przepisowo p.E.Pordzika i powoli, wisząc jak śledź wędzony, został wciągnięty na wysokość 21 m. nowej dzwonnicy. Odetchnęliśmy wszyscy po tej ryzykownej pracy montażu.
W dniu 26.V. 1985 roku w dniu I Komuni św. mechaniczny napęd rozkołysał dzwony, które obwieszczają parafianom, że odtąd będzie ich wzywał do zastanowienia się nad tym, co jest związane z ziemią ale co należy do spraw pozaziemskich.
Górny, najmniejszy dzwon nosi napis:
„Rok założenia 1808 Odlewni Dzwonów Tadeusza i Wacława Felczyńskich w Taciszowie
Miej. w opiece Górników Taciszów R.P. 1986
Św.BARBARA”
Drugi dzwon o wadze 600 kg ma napis: „Imię moje KAMIL Uzdrów proszących cię o zdrowie”-.
Nowy dzwon o wadze 70 kg nosi napis:
na Wieży Kościoła „Rok założenia 1808 Odlewnia Dzwonów Tadeusza i Wacława Felczyńskich w Taciszowie Św. KAZIMIERZ, 1986
Na wieży kościoła napis na najstarszym dzwonie brzmi: „St.Alberte Glockengiesserei Hermelingen Bremen,1933”
W braterskiej zgodzie wypełniają swój obowiązek: staruszek oznajmia wszystkim zgon, a drugi, młodszy oznajmia radosne „Te Deum” z okazji różnych rocznic.

SOŁTYSI

Taciszów jako mała osada – wioska nie mogła poszczycić sie, jakimś wielkim zarządem. Główną osobą urzędową to sołtys ,który podlegał naczelnikowi gminy.
Mogłem jedynie zdobyć nieliczny ich spis ale to już z nowszych czasów.
Również daty ich urzędowania tak chronologicznie nie będą tak ścisłe.
Za czasów przedwojennych drugiej wojny światowej pierwszym sołtysem był:
1. Konopka po nim według kolejności:
2. Hannewinkel
3. Golka Jan
4. Urbas Ludwig
5. Nowara Paweł , senior
6. Laczek Stefan
7. Hadamek Józef
8. Nowara Paweł, junior
9. Kucharczyk Henryk
10. Witkowski wybrany 1991 roku.

Osiedle Domków Letnich

Kiedy pójdziesz, drogi wędrowcze, turysto czy wczasowiczu kiedyś w stronę Byciny, zauważysz po prawej stronie piękne domki wśród zieleni i kwiatów a przed nimi szczęśliwych ludzi ,grzebiących w ziemi, opalających się, czy wieczorem przy rożnie .Są to mieszkańcy, pracownicy z miasta Świętochłowic ,którzy, losem szczęścia ,mogli się przenieść przynajmniej na okres wiosny ,lata i jesieni na łono taciszowskiej przyrody. A niektórzy marzą o spokojnej starości w tym ich ” domku”.
Na tym miejscu była sobie dawniej taka zwykła łąka z której, już nieistniejąca Spółdzielnia Produkcyjna , uczyniła, ogradzając ją płotem, sad owocowy z drzewami pięknych, smacznych śliwek. Z czasem płoty zgniły ,powywracały się a Spółdzielnia zakończyła swój żywot a sad powrócił do pierwotnego stanu .Stał się łąką, na której dobrze się czuły nasze mlekodajne krasule.
Widzisz ,jak tam pięknie .Starsi odpoczywają a młodzież
przy piłce wzmacnia swe zdrowie. Kiedy przychodzi czas dojrzewania owoców, całymi rodzinami wybierają się do pobliskiego lasu, w stronę dworca, by tam u tak dobrej matki przyrody, z jej ogrodu, nazbierać sobie do wiader wiele soczystych, zdrowych malin.
Są to dwa Osiedla. Otrzymały one nazwę „Zacisze”. Jest więc zacisze — „Szczęść Boże”, to przy szosie na dawniejszym sadzie i drugie zwane „Zacisze Słoneczko”, zbudowane na terenie przybrzeżnym, dawniejszej rzeki Kłodnicy, blisko Kanału.

OGRÓD – MINIPARK

Od szosy prowadzi aleja wokoło kościoła i klasztoru. Jest to aleja procesyjna na procesje Wielkanocne i Bożego Ciała. Aleję tą ozdobiono w roku 1979 Drogą Krzyżową z obrazami Męki Pańskiej, wypalanymi w glinie, ceramika bez glazury.
Od dawien dawna parafianie, by związać koniec z końcem w utrzymaniu rodziny, hodowali krowy, kozy, które szczególnie były lubiane. Zwano je „krowami górników”. Młodzież wypasała łąki, ugory, miedze, gdziekolwiek można było znaleźć dobrą trawę.
Za obecnym parkiem klasztornym były ulubione przez młodzież pastwiska.
Na miejscu obecnego parku prowadziła szeroka droga piaszczysta. Żadnego płotu ani ogrodzenia. Granicą były potężne lipy a za nimi sad z kilkunastoma drzewami owocowymi, odwiedzane chętnie przez chłopców.
Aby przyjemności zakazanej zaradzić i mieć jakiś pożytek z sadu, postanowiono postawić płat. Było to w roku 1958. Pod kadawą wycinano, za zgodą leśnictwa żerdzie. Pewnego dnia ogród stał się enklawą, jedną całością.
Gdy to miejsce piaszczyste było ogrodzone, zaczęto planować i wytyczać dróżki i ścieżki. W odpowiednim czasie pory roku szukaliśmy drzewek. Suchy teren, tak piaszczysty zmuszał nas do ciągłego podlewania. Nasza mozolna praca przygotowała potomnym miejsce odpoczynku, pacerów, przyjacielskich
spotkań. A matki z wózkami i ich aniołkami spacerują w cieniu pachnących drzew.
Gdy wejdz imy do parku,zauw żamy potężne kamienie, piaskowce,które służą jako ławy,jako stół,czy inne
ozdoby parku
Skąd one się wzięły? O.Karch z dwoma nowicjuszami,mając do dyspozycji tylko ręczny wózek,dosyć solidny, transportowali je ze starej śluzy Kanału Kładzkiego, znajdującej się idąc w stronę Pławniowic nad starym Kanałem.
Musieliśmy je z dołu przewracać,kulać ku samej górze. A potem załadować na wózek.Pracowaliśmy więcej głową niżeli słabymi muskułami.

BOISKO

Do Mini parku należy też boisko małe wystarczające dla celów rekreacyjnych .Na miejscu boiska był dół. Wiele pracy włożyliśmy, aby go zniwelować.
Pasieka ….
Pomiędzy mostem a boiskiem, w miejscu osłoniętym, zacisznym, O.Paweł Dreczkowski, pszczelarz, po wielu zabiegach, ustawił 2o uli”. Stworzył piękną pasiekę. Od samej wiosny, przez całe lato do późnej jesieni słychać, przy słonecznej pogodzie a szczególnie w okresie kwitnięcia lip nieustanne brzęczenie tysięcy pracowitych pszczół. Mamy własny miód
Oby następcy nadal szanowali i okazywali zainteresowanie tym, co piękne i pożyteczne a co z wielkim nakładem inni zbudowali.

MIEJSCE PRACY
W dawnych, dawnych czasach nasi praojcowie byli wolnymi, niezależnymi od nikogo mieszkańcami swoich osiedli nad rzekami u skraju lasów dziewiczych.
Przyjazne stosunki z innymi członkami rodzin dawały im poczucie bezpieczeństwa, pomocy wszechstronnej w razie potrzeby*
Wolność naszych przodków zwolna, opornie ustępować musiała przewadze siły wodzów innych plemion, którzy zapragnęli być posiadaczami, właścicielami potężnych lasów i żyznych ziem. Ludność stała się własnością możnowładców, zależna we wszystkim od nich .Jako wyrobnicy musieli pracować dla nich .Dla siebie mieli kawałek ziemi, z której musieli się wyżywić i jeszcze część plonów oddać panującemu.
Pracowali na polach, ciągnąc sochy, w lasach przy wycinaniu drzew, pomagali panom przy polowaniu, jako naganiacze, wypalali węgiel drzewny jako Smolarze, pracowali w jego dymarkach, przetapiając rudę żelaza,
łowili w jeziorach ryby dla stołu pana. A gdy wróg napadał na ich ziemie musieli chwytać za dzidy, siekiery ,maczugi, czy cepy i kosy, by walczyć u boku Pana. Pracowali w kuźniach przy wytwarzani okuci u narzędzi rolniczych, pługów ,siekier, mieczy i zbroi.
W bliższej przeszłości praca nie zmieniła się zbytnio. Taciszów zamieszkiwali małorolni, których zwany zagrodnikami w odróżnieniu od gospodarzy ,dziedziców .Kiedy odkryto pokłady węgla kamiennego, kierowano ich, zaciągano do pracy w górnictwie ,tworząc nowy dział zatrudnienia, w historii ludzkości.
Nastąpił okres hutnictwa, wypalania cegieł w wielkich cegielniach, budowano kanały ,drogi. Taciszowianie pracowali jako hutnicy, pracowali w cegielniach, przy budowie
kanałów, jako siła pociągowa przy barkach z cegłami, pracowali nadal w lasach i na skrawkach pola ich własnego ,lub jako parobcy u właścicieli latyfundia .W ubiegłym stuleciu rozparcelowano i tak potworzyły się większe gospodarstwa. Przy budowie nowej kolei podjęło wielu pracę i pozostali wierni do dnia dzisiejszego kolei.

Do dalekich hut i kopalń chodzili pieszo. Długo godzinna praca uniemożliwiała powrotu do domu, więc nocowali w halach noclegowych, by raz w tygodniu powrócić do.-swoich.
Były to dawne czasy. Zawody obecnych mieszkańców Taciszowa uzależnione są od rozwoju techniki. Mało jest zwykłych robotników. Wszyscy muszą mieć wykształcenie fachowe, techniczne, zawodowe. Fachowiec ma szanse na prowadzenie życia na średniej stopie nowoczesnego człowieka.

Ź  R Ó D Ł A niniejszych notatek –
1. Kurze Geschichte der Pfarrei Braunbach(Rudnau)
2. Heimat Kalendarz roku 1931
3. Informacje ustne starszych mieszkańców Taciszowa
4. Księgi metrykalne
5. Wykopaliska

15.jpg
Nasz Klasztor z roku 1940

Post scriptum

Pisząc tę kronikę Taciszowa nie roszczę sobie żadnych praw autorstwa jakiejś pracy naukowej.
To, co napisałem ma być pomocą dla przyszłych pokoleń, „by coś niecoś dowiedziały się o ich wiosce rodzinnej.
Nie wiadomo bowiem, czy istnieje jakiś większy zapis, mówiący nam o historii Taciszowa.
0 ile udałoby się komuś zdobyć więcej faktów o „Osadzie” Taciszów z ubiegłych stuleci, byłby to wielki wkład do „kroniki” Taciszowa.
Te zapiski zanotowano tylko na jednej stronie po to, aby w razie posiadania starszych fotografii i dokumentów o Taciszowie, można zawsze wlepić lub dopisać na stronach czystych, nie zapisanych.
Za wszystkie jakiekolwiek niedociągnięcia –
serdecznie przepraszam Czytelników.

O.Alfred Karch.